Wywiady | Barbara Grzywińska-Doktór | 13 stycznia 2012

Kobiety nabierają rozmachu

Z profesor dr hab. Danutą Hübner, przewodniczącą Komisji Rozwoju Regionalnego w Parlamencie Europejskim, premier Gabinetu Cieni Kongresu Kobiet rozmawiamy m.in. o zwiększającej się obecności kobiet w strukturach władzy, ale także o energetyce, sposobie stanowienia prawa, wyzwaniach dla rządu.

Pani Profesor, czy kobiety mają powody do satysfakcji?
Absolutnie. Po pierwsze, ogromnie ucieszyłyśmy się, że cztery kobiety znalazły się w rządzie. Oczywiście – muszę to powiedzieć – uważamy, że to za mało. Liczyłyśmy, że będzie, co najmniej 35 procent, jest trochę mniej. To jednak dopiero początek i mam nadzieję, że kiedy będą zapraszani do współpracy nowi wiceministrowie, sekretarze i podsekretarze stanu, to znajdą tam godne miejsce kobiety. Uważamy przy tym, że zadziałała tu nasza ustawa kwotowa, dzięki której dostrzeżono, że kobiety są wielkimi nieobecnymi w strukturach władzy na wszystkich szczeblach. Jeżeli nie sama ustawa, bo ona nie dotyczy tej sprawy konkretnie, to debata dzięki której zwiększyła się świadomość, że połowa potencjału ludzkiego w Polsce jest dość słabo wykorzystana. Pamiętam dyskusje przed pierwszym Kongresem Kobiet z grudnia 2008 roku na temat roli kobiet i kwot. Miałyśmy dużo wątpliwości, ale powiedziałam wtedy, że nie widzę innych możliwości, że w Polsce nie ma szans na przyspieszenie przemian bez wsparcia ustawowego, że mówimy o tym od dawna, ale nic się właściwie nie dzieje, że cały czas jest ten dobroduszny seksizm – poklepywanie po ramieniu, mówienie o potrzebie zmian. Później dowiedziałam się, że moje stanowisko przesądziło. Tak więc mamy mnóstwo satysfakcji, że są cztery fantastyczne kobiety w rządzie, za które trzymamy kciuki.

Wpływ ustawy kwotowej widać na przykładzie Sejmu i Senatu, którego nie objęła.
Tak, 24 proc. kobiet w parlamencie to najlepszy wynik w historii polskiego parlamentaryzmu i myślę, że również jest to wyłącznie efekt zastosowania ustawy kwotowej. Pisałam listy do wszystkich liderów partyjnych, do szefów mediów, widać było że wszyscy zaczęli traktować sprawę poważnie. Ale najważniejsze jest to, że kobiety w całej Polsce nabrały takiego rozmachu, rozpędu i energii w działaniach, że aż serce rośnie. Bo ta świadomość zaczyna się oddolnie budować, zmiany się tworzą i jestem z tego ogromnie zadowolona. Z naszych analiz wynika jednak, że gdyby była przemienność, to na listach, na miejscach określanych przez socjologów jako wybieralne, byłoby więcej kobiet. W tej chwili można obejść ustawę, umieszczając kobiety na tak dalekich miejscach, że nikt zakreślając nazwiska na karcie wyborczej do nich nie dociera. Mamy już projekt, czekałyśmy na nowy parlament, w tej chwili mając Pełnomocnik Rządu do spraw równego traktowania panią Agnieszkę Kozłowską-Rajewicz myślimy, że uda nam się wprowadzić parytet, plus zasadę przemienności.

Chciałam podkreślić, że w Klubie Parlamentarnym PO jest 35 procent kobiet. To znakomity wynik, zwłaszcza na tle klubów innych partii.
Premier nam to obiecał i dotrzymał słowa.

Oczekiwania Gabinetu Cieni Kongresu Kobiet nie sprowadzały się jedynie do silniejszej obecności pań wśród tych, którzy podejmują ważne dla Polaków decyzje. Na co jeszcze kładziony jest nacisk?
Jedną ze spraw bardzo dla nas ważnych jest to, żeby nowy rząd pamiętał, że miejsce Polski  w Europie znajduje się w samym jej centrum. Wydaje nam się, że podczas prezydencji Polska pokazała, że w polityce europejskiej jest partnerem, który czuje odpowiedzialność za Europę. Chciałybyśmy, żeby Europa była cały czas obecna zarówno w refleksji nad tym, co teraz ważne jak i w konkretnych działaniach. Bardzo istotne w kontekście nowego rządu są też sprawy gospodarcze. Liczymy, że rząd nie pozwoli przedrzeć się do Polski drugiej fali kryzysu, ale równie ważne jest to, żeby budował silne podstawy polskiej gospodarki na przyszłość. W naszym przekonaniu wzrost gospodarczy jest zbyt silnie zakorzeniony w tradycyjnych czynnikach rozwoju. Za mało inwestujemy w innowacyjność, za mało myślimy i rozmawiamy o konkurencyjności polskiej gospodarki, o nowych technologiach. A tymczasem nowe miejsca pracy, których Polska bardzo potrzebuje mogą powstawać w nowych sektorach gospodarki. Chciałybyśmy, żeby rząd bardzo poważnie potraktował fakt, że świat zrobił się bardzo konkurencyjny, że jest wiele wielkich wschodzących gospodarek, które są także dla nas przyszłościowym wyzwaniem. W tym kontekście trochę martwi nas fakt, że nie powstało ministerstwo, które w sposób całościowy zajmowałoby się wszystkimi niesłychanie ważnymi zagadnieniami związanymi z tym, co nazywamy rozwojem kapitału ludzkiego. Wydaje nam się, że potrzeba potraktowania w sposób kompleksowy kapitału ludzkiego, poczynając od edukacji przez stałe kształcenie, przygotowanie do nowych wyzwań, zarządzanie tym największym majątkiem, jaki Polska posiada. Bo jeżeli zastanowić się nad tym, na czym Polska może budować swoją przyszłość, to myślę, że jest to wykształcony Polak, wykształcona Polka. Dlatego, nadal oczekujemy, że rozwój człowieka będzie priorytetem.

Taki wszechstronny, począwszy od przedszkola?
Tak. Bo wciąż mówimy o tym, że coś trzeba zrobić na rynku pracy, że trzeba przeszkolić ludzi, ale Polska za 15-20 lat będzie potrzebowała ludzi zupełnie inaczej przygotowanych do podejmowania wyzwań, do przedsiębiorczości, samodzielności w działaniu, coraz lepiej wykształconych, którzy nie czekają na to, że ktoś im stworzy nowe miejsca pracy, tylko sami są nastawieni na ich tworzenie. Potrzebujemy więc, spojrzenia całościowego, ale również dostrzeżenia, że musimy dzisiaj kształcić młodych ludzi na rynek pracy, który za 10, 15, 20 lat będzie wyglądał zupełnie inaczej.

Nie ma wprawdzie ministerstwa przedsiębiorczości, ale powstało ministerstwo cyfryzacji…
W tym ministerstwie jest jeszcze druga noga, czyli administracja. Miejmy nadzieję, że pan minister Boni nie utonie w sprawach związanych z funkcjonowaniem administracji, która oczywiście musi być reformowana. Ale rzeczywiście, cyfryzacja dla Polski jest niezbędna nie tylko w sensie komfortu dla obywateli, ale także dostrzeżenia jej znaczenia dla postępu gospodarczego. Mam nadzieję, że to ministerstwo pozwoli Polsce przekroczyć próg nie tylko dostępu do szybkiego internetu, ale że będzie także tworzyło popyt. Nie chodzi tylko o to, żeby stworzyć infrastrukturę po stronie podaży, żeby można było sięgnąć po to narzędzie, ale żeby system edukacji, gospodarka zgłaszały na nią zapotrzebowanie. Ufam, że pan minister Boni się tym wszystkim zajmie.

Może w części przynajmniej ministerstwo cyfryzacji przejmie też rolę tego postulowanego przez panie ministerstwa przedsiębiorczości?
Miejmy nadzieję, że tak. Bo dzisiaj rzeczywiście przedsiębiorczość i postęp w sferze gospodarki w bardzo dużym stopniu zależą od tego, na ile te technologie informacyjne staną się codziennym narzędziem.

To bardzo ważne, bo z badań wynika, że zwłaszcza małe i średnie przedsiębiorstwa w Polsce w małym stopniu z nich korzystają.
W świecie czy w Europie jest to przeciętnie ogromny procent, natomiast Polska jest w każdym niemal aspekcie, jeśli chodzi o szeroko rozumianą cyfryzację ciągle na szarym końcu list i rankingów. Bardzo ważne jest to, że nowe ministerstwo będzie współpracować blisko z panią minister Iwoną Wendel z Ministerstwa Rozwoju Regionalnego, odpowiedzialną za wykorzystanie europejskiej polityki regionalnej dla cyfryzacji w Polsce, żeby wykorzystać wszystkie szanse, które stwarza unijne finansowanie. Europejskich pieniędzy na cyfryzację jeszcze obecnie jest sporo, bo do tej pory nie były to środki dostatecznie wykorzystywane.

Chciałabym jeszcze spytać o postulaty dotyczące sposobu stanowienia prawa w Polsce.
To niezwykle istotna dla nas sprawa. Uważamy, że jest wiele możliwości szybszej poprawy sytuacji i nadanie jej większej przejrzystości, czyli „transparentności”.

Co tak naprawdę kryje się pod terminem „transparentność” w odniesieniu do stanowienia prawa?
Myślę, że bardzo ważne jest, żeby wiadomo było, skąd pochodzi zmiana prawa i dlaczego się dokonuje, a także, żeby było jasne, jakie środowiska są konsultowane. Konsultacje społeczne są niesłychanie istotne, a my nie mamy kultury konsultacji rozwiniętej na tyle, żeby nie były one jedynie formalnym zabiegiem wysłuchania jakichś środowisk, ale służyły stanowieniu jak najlepszego prawa, które staje się czynnikiem zmieniającym rzeczywistość. Bardzo często patrzymy na prawo, jako na wprowadzanie różnego typu ograniczeń i najczęściej zasłaniamy się Europą. Tymczasem chodzi o to, żeby prawo wyszło ze ścieżki usuwania barier, a weszło na ścieżkę stymulującą rozwój.

Dlaczego to takie ważne?
Bardzo potrzebujemy prawa, które tworzy otoczenie dla gospodarki - dla małych i średnich przedsiębiorstw, bo to jest jeden z najważniejszych obszarów, który wymaga nowego myślenia. Bardzo wiele się już za rządów Platformy Obywatelskiej wydarzyło, ale ten proces musi być kontynuowany, bo nie może to być jednorazowa akcja co dziesięć lat, tylko nawyk wynikający z kultury. I dlatego, jest nam bardzo potrzebny stabilny system prawny, przejrzysty, oparty na konsultacjach, który nie tylko usuwa bariery,  ale stymuluje przemiany. Bardzo ważna jest jego stabilność, bo cechą naszego systemu stanowienia prawa było niestety od początku transformacji, demokracji i gospodarki rynkowej stałe zmiany. Tymczasem, małe i średnie przedsiębiorstwa potrzebują ogromnej stabilności, przejrzystości, jasności. Generalnie oczekujemy dalszego upraszczania prawa w każdym obszarze, jego stabilności, przejrzystości, całościowego a nie fragmentarycznego regulowania spraw.

A ocena skutków działania nowych rozwiązań prawnych?
To kolejna ważna kwestia. To jest część systemu stanowienia prawa na poziomie europejskim, w wielu krajach funkcjonuje, u nas się powoli przebija, ale nie jest stałym elementem krajobrazu. W związku z wejściem do UE nauczyliśmy się, że taka ocena musi być zrobiona w przypadku nowych inwestycji, ale nie stosujemy jej w przypadku stanowienia prawa, w szczególności jego wpływu na obciążenia administracyjne przedsiębiorców. Istotne są też skutki terytorialne, bo bardzo często jakieś rozwiązanie prawne ma inne znaczenie dla Warszawy niż dla małej miejscowości, czy gminy.

Gabinet Cieni wypowiadał się również zdecydowanie w sprawie energetyki.
Uważamy, że wszystkie sprawy związane z energetyką wymagają działania zwłaszcza, że polska polityka energetyczna jest w procesie tworzenia, w ruchu. Dzisiaj, w kontekście tego, co się dzieje w świecie, w kontekście Durbanu, gazu łupkowego, który wyrasta na ważny nośnik energii a z drugiej strony budzący wiele kontrowersji wydaje się, że konieczne jest dostosowanie naszej polityki energetycznej do zmian, które następują w globalnym otoczeniu i na pewno dostrzeżenie potrzeby ich jak najszybszego uregulowania.

Kwestii wydobycia?
Na pewno, bo słyszymy różne opinie. Także w Parlamencie Europejskim są zwolennicy i przeciwnicy. Ci ostatni na ogół wskazują na ogromne koszty związane z nieprawidłowościami w postępowaniu, więc widać wyraźnie, że brakuje ram prawnych, które wykluczyłyby metody działania przy wydobyciu, eksploatacji, czy badaniach złóż, które stwarzałyby zagrożenia dla środowiska. Najlepiej można to uregulować poprzez ustawę, która by wykluczyła takie zagrożenie. Poza tym, ciągle mamy wrażenie, że Polska potrzebuje podstawowego rozwiązania w odniesieniu do rozwoju odnawialnych źródeł energii. To o tyle ważne, że jest to obszar, w którym będzie dużo działających małych podmiotów. Bardzo ważne wydaje się również wszystko to, co dotyczy zmniejszenia zużycia energii w Polsce, czyli efektywności energetycznej. Potrzebujemy świadomej polityki nie tylko na poziomie narodowym, regionalnym, ale i lokalnym, która dotyczy zmniejszenia zużycia energii

Działań na rzecz świadomości ekologicznej?
Tak. Jako komisarz jeździłam bardzo dużo po różnych regionach i widziałam w całej Europie przykłady wspaniałych, szalenie atrakcyjnych działań polityki państwa na rzecz wzrostu takiej świadomości. Przekonałam się, jak wiele można zaoszczędzić na efektywności energetycznej, zmniejszając koszty naszego życia. Widziałam takie działania w Europie, np. w spalarniach śmieci, które zresztą były przepiękne architektonicznie. Przychodziły tam dzieci z przedszkoli, ze szkół. Kładły się na podłodze, patrzyły na wszechświat na suficie i pokazywano im zagrożenia. Kończyło się pokazaniem tego, co można robić w domu, żeby tych zagrożeń uniknąć. I potem takie dziecko wracało do domu i mówiło rodzicom, że robią źle. To działa, bo myślę, że zwłaszcza trafiając do dzieci można najbardziej skutecznie wpłynąć na zachowania dorosłych. W Polsce rzadko widzi się działania uświadamiające, jak można w codziennym życiu - w kuchni, w domu istotnie zmniejszyć koszty naszego funkcjonowania, bez pogarszania jakości życia.